Całe góry płakały za świętym Maksymem
7 September 2007 11:42 AM
- Przybyli także z sąsiednich parafii oraz z Nowego Sącza, Krynicy i ze Słowacji. - mówi Wiera Sandowicz-Bąkowska. - Byli duchowni nie tylko z diecezji przemysko nowosądeckiej, ale również z pozostałych: warszawsko bielskiej, białostocko gdańskiej, lubelsko chełmskiej, wrocławsko szczecińskiej oraz łódzko poznańskiej. Z Warszawy przyjechała wnuczka św. Maksyma, Wiera Sandowicz Bąkowska, obecnie prezes Fundacji Wspierania Mniejszości Łemkowskiej "Rutenika". Podkreślała, że Maksym Sandowicz (1886-1914) to dla niej przede wszystkim dziadek, a dopiero potem święty. - Mam pewne reminiscencje związane z jego życiem. Najpierw po uniewinnieniu w procesie lwowskim, gdzie był oskarżony o szpiegostwo, wrócił do ojca do Zdyni, żeby odpocząć. Ale zaraz Austriacy zawieźli go do Gorlic, gdzie został rozstrzelany. Spoczął tam w rowie koło cmentarza, a jego ojcu dopiero po kilku latach udało się sprowadzić ciało z powrotem do rodzinnej wsi. Poznał je po butach, które kupił mu miesiąc przed egzekucją. A teraz, ten biedny człowiek, znowu jedzie do miejsca swojej kaźni - przyznała Wiera Sandowicz Bąkowska, której ojciec - syn pogrobowiec świętego - również nosił imię Maksym i był prawosławnym kapłanem, m.in. jeszcze przed ostatnią wojną w parafiach w Banicy k. Gładyszowa i Uściu Ruskim (obecnie Uście Gorlickie).

Deszcz, który podczas uroczystości zmoczył wszystko: wieże cerkwi, przydrożne i cmentarne krzyże, chorągwie, księży, wiernych, niesioną przez nich ikonę, nie zdziwił tylko Olgi Telepowej, mieszkanki Zdyni. Tej, która od lat na grób kapłana nosiła kwiaty ze swego ogródka.

Łemkini mówi: - To całe góry płaczą za świętym Maksymem. I nie ma się im co dziwić...


Więcej w Dzienniku Polskim



sadeckie.pl - Nowy Sącz, Gorlice i Limanowa
portal z informacjami regionalnymi z powiatów nowosądeckiego, gorlickiego i limanowskiego. Wszystko o tutejszym sporcie, imprezach, rozrywce, zabytkach, turystyce, edukacji, komunikacji i firmach.


<